Pracowite wakacje

Problemy Trzeciego Świata (4)

Nie było mnie ponad 20 dni. Wybacz. Ale nie byłem na wakacjach, a raczej w pracy. I to nie lekkiej.   Ostatni wpis był na fanpage- wklejam tu bo z tego co wiem, większość która czyta bloga raczej nie zagląda na fanpage:

„Dziś w drodze wyjątku wpis zamiast na blogu będzie na Facebooku 😉 Trochę z przypadku a trochę z braku możliwości. Ale dla fanów z FB to tylko na plus 😉

Nie będzie poprawiania stylistycznego i błędów, bo nie mam jak tego zrobić. Pisze do Ciebie z telefonu. Siedząc w lesie, z prądem który przestanie płynąć, gdy ktoś włączy suszarkę, i w mundurze harcerskim, który jeszcze lekko wilgotny od rosy.

Co tydzień lub dwa tygodnie mam zbiórki harcerskie. Raz w miesiącu zazwyczaj jakąś wycieczkę, noszenie sztandaru, robienie czegoś w dużej grupie np. zbieranie śmieci czy pomoc w nauce dzieciom z Domu Dziecka. Ale do tego raz w roku jadę do lasu, na 21 dni. Z dala od miast, Biedronek, stonek itp. Siedzę i pilnuje dzieci. Będąc dziś z moją 70 osobową ferajną w „mieście” czyli centrum wsi, dostałem dziś pytanie które powtarza się bardzo często.

– Dlaczego to Pan robi?

I bez śmiechu, żartu i całkiem serio nie miałem pojęcia co odpowiedzieć. Serio. Kompletnie. Po tym pytaniu pewien Pan którego spotkałem przy stoisku z piłkami plażowymi… Ale dobra zacznę od początku.

Stałem sobie przy stoisku z piłkami i patrzyłem na moje dzieci. Pilnowałem, by nie przechodziły przez drogę w miejscach nie dozwolonych tzw. „Na Jana!”. Czyli by nie przebiegali prze drogę tylko ładnie i kulturalnie przechodzili przez pasy dla pieszych. I obok mnie Pan z wąsem koło 50. Patrzy na mnie i pyta mnie:

– A na co Panu taki gwizdek? – zapytał z uśmiechem
– Jestem harcerzem, akurat w tym roku jestem oboźnym. I gwizdek przydaje mi się do pracy – odpowiedziałem, również miło z uśmiechem 😉

I właśnie w tym momencie padło pytanie: dlaczego to robię. Zaczęło się jak zwykle tłumaczenie: a po co, a na co, a ile Ci płacą, a co z tego masz, a komu to potrzebne. A że to pytanie dostaje kilka razy w roku no to mam już pewną regułkę. 😀

Ale tym razem trafił się ostrzejszy zawodnik 😀 i moje odpowiedzi nie wystarczyły. Zazwyczaj odpowiadam tak jak jest czyli robie to dla dzieci, dla ojczyzny, dla spełnienia siebie w pomocy inny. A przede wszystkim, że serio kocham dzieci, mimo że czasem dają popalić. Lubie gdy widzę jak się zmieniają i dorastają. Uwielbiam patrzeć jak z beztroskich chłopaczków którzy są ciapami jak 90% obecnych dzieci w wieku 10-13 lat. Po raptem kilku miesiącach, a czasem latach rosną z nich prawdziwi mężczyźni. Uwielbiam to, gdy zaskakują mnie swoją bystrością i momentami gdy nie musiałem im nic tłumaczyć i robili coś, bo już wiedzieli, że to trzeba zrobić.

Kocham wszystkie moje dzieci które pilnuje i opiekuje, niezależnie od wieku i zachowania. Wiem, że każdy z nich w jakiś swój wyjątkowy sposób uzupełnia tą grupę. Wierze, że każdy ma pisany Boży plan potrzebują tylko trochę więcej uwagi, ciepła i często zwyczajnego przytulenia by powiedzieć im „jesteś SUPER!”, „Jesteś najlepsza!”, „Będziesz świetną kobietą”. Takie zwyczajne rzeczy, które lata temu były dla nas oczywiste i nie trzeba było ich mówić. Takie chwile gdzie bez słów siedzisz przy ognisku, nikt nic nie mówi, ale wiesz, że każdy czuje się wspaniale.

Chwile gdy widzisz w innych ludziach najczystszą miłość, chodź kilka chwil wcześniej byś mu nakopał do d…. Miłość oczywiście rozumiana jako podeście do kogoś z sercem, a nie jako miłość między mężem a żoną. Po prostu czucia, że ktoś jest dla Ciebie ważny i czujesz się częścią jego stada. Takie tam genetyczne nasze zapędy.

Ale ten Pan nie odpuścił. Jemu to było mało. Ta odpowiedź dla niego była nie pełna. To wszystko mu wyjaśniłem. I dupa. Zapytał:

– No ale dlaczego?

I wiesz poczułem się tak mega śmiesznie. Pewnie też tak nie raz masz. Tłumaczysz komuś coś przez 10 minut, jesteś pewny, że cały temat wyczerpany, a on dalej nie rozumie. Normalnie w Tobie gotuje. Ale tym razem to pytanie serio mnie poruszyło.

Bo zadałem sobie to pytanie na serio, bo zawsze je olewałem. Wiedziałem, że jestem harcerzem, instruktorem, wychowawcą i opiekunem. Nie raz już słyszałem głupie przyśmiewki, że jestem debilem robiąc tyle za darmo, więc zawsze olewałem te teksty i pytania dlaczego.

Lecz gdy tak sobie to postanowiłeś przemyśleć, to, masz każdą sobotę praktycznie zajętą, każde święta albo idziesz ze sztandarem, albo pilnujesz dzieci w mundurach by pięknie wyglądać i godnie reprezentować na uroczystościach 3 maja. Rzadko kiedy jest szansa, że masz wolne święta. W każdym razie od 12 lat takich nie pamiętam. Zawsze gdzieś są harcerze. Nawet gdy masz wigilie, właśnie któryś z harcerzy prosto z Betlejemskiej Groty gdzie narodził się Pan, przywozi Ci najczystszy ogień w ramach Betlejemskiego Światełka Pokoju. Tak by na twoim stole zagościł symboliczny znak pokoju.

Idziesz sobie na Światowe Dni Młodzieży, a tam 4000 harcerzy , harcerskich ratowników medycznych, setki osób od zabezpieczenia, przejazdów papieża itp. Wykonuje robotę w całkowitym niezauważeniu. Tysiące spraw, wypadków, zaginień, problemów jest rozwiązywanych przez ludzi których na codzień nikt nie widzi.

Więc pewnie z 60 dni w roku spokojnie mam zajęte przez harcerstwo, podczas gdy szacuje się iż rodzice w POLSCE przebywają na urlopach, wyjazdach i wycieczkach średnio 90 dni ze swoimi dziećmi w roku. A przecież mało kto jeździ na 2 tygodnie na ferie ze swoimi dziećmi. Czyli mogło by się okazać, że nie raz mam większy wpływ na wychowanie w wartościach dzieci niż sami ich rodzice.

I to pytanie DLACZEGO JA TO ROBIE. Pozostaje u mnie bez prawdziwej odpowiedzi. Bo nie jestem wstanie zrozumieć jak normalny człowiek, może aż tak poświęcić się dla innych. Bo co? Bo chce się spełnić? Bo chce uznania? Gdzie to uznanie? W społeczeństwie? No chyba nie.

Nie chce by ten post był źle zrozumiany. Bo ja chce pokazać jak bardzo można coś kochać mimo, że tak często przeliczamy czas wymiernie na pieniądze.

Ale jak wycenić 4 godziny budowania chatki w lesie, z dziećmi które w dobie internetu nie potrafią rozpalić ogniska. Bo gdy dziecko zapytasz jak się rozpala ognisko to powiedzą Ci:
– Opalarką druhu, tak to zawsze robi mój tata!

I jak wycenić ten czas, gdy dzieci zmieniają się w prawdziwych superbohaterów! I to nie jest ich wina, że tego przecież nie umieją. Przecież one same się nie mogą nauczyć. Który ojciec zabiera teraz swojego syna na 21 dni do lasu, tak jak ja spędzam co roku swój cały urlop? Kto pokazuje dziecku jak pakuje się prawidłowo plecak na wycieczkę, któreś dzieci teraz obierają ziemniaki ZWYKŁYM nożem? A może któraś mama zabiera swoją córkę na 20 km marsz by porozmawiać o niczym, o dorastaniu, dojrzewaniu o tak przyziemnej rzeczy jak miłość i pierwsze zakochania?

Przecież mało które dziecko wie, jak się ręcznie skarpetki pierze   😀  Ale gdzie ono ma się nauczyć? W domu? Na Youtubue?

Dewizą harcerstwa jest:

– Nauka przez zabawę.

I nie da się wycenić czasu. Gdy stoisz w kręgu, już ciemno, słychać tylko szum drzew, oddech kolegów obok, i komara który właśnie żre Ci skórę na ręce. Stoisz na baczność, czekasz aż poczet flagowy ściągnie flagę Polski. Bo obóz idzie spać. Nie da się tego wycenić, gdy na początku obozu widzisz młodzież w wieku 10-16 lat która ma na wszystko tak wyje… że szkoda nawet o cokolwiek ich prosić.

A gdy po 21 dniach gwizdasz i wszyscy stoją na baczność i chcą coś robić, bo aż ich nosi do pomocy. Idą zwykłym chodnikiem i wbiegają do rowu przy drodze wiedząc, że się ubrudzą, tylko po to by wyrzucić papierek po cukierku który tam leżał.

I chyba dlatego to robię. Dlatego by łapać te chwile. By widzieć jak na moich oczach tworzą się wspaniali ludzie, którym ufam i wierze w nich. A może któryś z tych nieporadnych chłopców, którzy ledwo co umieją ubrać mundur harcerski, za kilka lat będą zmieniać ten świat na lepsze? Może to właśnie chwila, gdy możemy usiąść i porozmawiać o niczym patrząc na ogień w piękny lipcowy wieczór. Zmieni bieg ich życia.

Większość z nas patrząc na dzieci widzi niesforną grupkę łobuzów. Ja widzę to samo. Ale widzę też, że jest gdzieś w głębi nich coś wspaniałego co mogą dać światu. Coś co może zmienić bieg historii jeśli tylko ktoś postara się pomóc im to znaleźć. Nie uwierzysz jak zwyczajna rozmowa o tym kim będziesz jak dorośniesz otwiera te cudowne dzieci, by zmieniać się na lepsze.

Piszę to o 1 w nocy. Kończę idę obudzić wartowników, moja warta się skończyła, a rozpoczęła się o 7:30. Jutro będzie tak samo. I kolejne cudowne chwile, by dostrzec w innych coś wspaniałego. By zakochać się w byciu dobrym człowiekiem. Ale żeby nie było zbyt miło to jestem oboźnym 😉 Który musi umieć nagrodzić, a czasem znaleść winowajcę problemu. Czasem pogłaskać, a czasem wysłać na zbieranie śmieci w nagrodę za złe zachowanie 🙂

Ważne, by chodź o 1 rzecz zrobić coś więcej dobrego, niż złego dla innych 🙂

Zdjęcie zamieszczam z pasowania Zuchów 😉 To takie cudowne pociechy które dają nieźle po dupie 😀 ale jakie dzieci tacy rodzice, więc skądś to musieli wynieść 😉 Na zdjęciu wraz z moimi Druhnami z obozu, razem staramy się bezpiecznie umilić wakacje naszym dzieciom.

Pierwszy 10 dniowy turnus już się kończy, jutro jedni z nas pakują się i wracają do domu. Ale przyjadą następni. Będzie nas cały czas około 150 osób. Nie mało patrząc że wszystko jest w lesie, od jedzenia, po prysznice. Logistycznie poważna sprawa. Ale jeśli wśród nas jest przyszły minister, papież, naukowiec czy nawet jakiś miliarder 😉 To trzeba załatwić mu godziwe warunki 😀

Piszę z telefonu więc mogą być błędy 😀 Bo nie mam nic innego przy sobie 😀 a z warty ruszyć się nigdy nie można 😉 Bo Harcerz czuwa nawet jak śpi 😉 Jak nie odpisuje na wiadomości, a jest ich już kilkaset, to wiedz że pewnie właśnie gonie jakieś dziecko po lesie 😀 😉 Wspaniałego dnia i tygodnia :)”

Już jestem wyspany i mogę na chłodno podsumować, co myśle o młodzieży w obecnych czasach. Jest lepiej niż większość myśli. Ale może być lepiej. Największy problem obecnej młodzieży moim zdaniem to brak zrozumienia.

Cały czas mówimy o tym jak to dzieci są złe, ciągle komputer, ciągle internet itp. A ja myśle że to wcale nie ich wina, a do tego nie jest to takie złe. Podczas tych ponad 20 dni w lesie z dziećmi. Uważam, że bardziej niż kiedykolwiek brakuje im rozmowy. Serio! Zwyczajnej rozmowy. Gdy zobaczyłem jak rodzice piszą ze swoimi dziećmi na facebooku. A mało co dzwonią, to jeszcze bardziej to poczułem.

A że miałem czas na rozmowe z dziećmi, to mogłem pytać o wszystko. Sporo się tego uzbierało i miałem też wiele pytań. Z moich rozmów z dziećmi ,których byłem opiekunem i wychowawcą wynika, że internet to nic innego jak zajęcie czasu, którego mają za dużo wolnego. Na początku rozmów byłem typowym rodzicem, który mówi jaki to internet zły, jak przestają przez niego być samodzielni i w ogóle jakie to zło. Ale dopiero później zacząłem starać się nie myśleć stereotypami. Nadszedł dla mnie czas przemyśleń i rozważania. Jak wiele taki obóz harcerski zmienia dzieci, w młodzież. A młodzież w dorosłych. I nie chodzi tu o to by być pełnoletnim. Ale o to, że ktoś jest gotowy pójść w dorosłe życie.

Zacząłem nad tym myśleć, czy świat jest taki zły, czy faktycznie te dzieci mają niedobór tego świata. I kurde te dzieci mają rację! Świat się tak zmienia, że rodzice nie rozmawiają z dziećmi o ważnych tematach. O tym co jest ważne, co jest istotne z czym na codzień się zmagają. To też taki obóz harcerski dla nich jest wspaniały. Dlaczego?:

Są wymieszani wiekiem. Myśle, że to jedno z cudowniejszych rzeczy jaką można zrobić dla dzieci. Bo przecież z kim ma pogadać o pierwszym pocałunku? Kogo ma zapytać dziewczynka o to jak mija miesiączka? Serio wiem, że to tematy tabu w naszej kulturze. Ale kurde! Przecież 14 letnia dziewczynka jak zapyta mamę to mama ledwo co pamięta co to było, i jak się przejmowała tym mając 14 lat. Tym bardziej, że całkiem inaczej się ten temat rozwijało w tamtych latach. Nie będę tutaj wchodził w szczegóły, bo temat dla mnie mega poważny. Dzięki temu że mamy dzieci wymieszane wiekiem , to młodsi zawsze mogą starszych podpytać tematów, których normalnie w domu nie wypada poruszać.

A znowu starsi uczą się opieki nad młodszymi i empatii. Mogą tutaj poruszyć swoje skamieniałe serce. Bo przecież jak już mam 14 lat to już prawie dorosły jestem więc musze być oschły i twardy. A tutaj mięknie serce jak mała koleżanka powie Ci coś słodkiego, to aż nie wypada być nie miłym. Tym bardziej że prawo harcerskie mówi nam jak mamy postępować do innych.

Dzięki temu miksowi wieku uczestników. Dzieje się to, czego często młodzieży brakuje. Czyli rodzeństwa. Większość rodzin ma 1,2 max 3 dzieci. A tutaj śpią w namiotach po 5-7 osób dzięki temu są ze sobą po 24/7. Muszą się kłócić i godzić. Musza nauczyć się rozwiązywać problemy. Jak ktoś jedzie na kolonie na 7-10 dni to można przeżyć nie lubiąc kogoś. Da się jakoś go omijać tym bardziej, jeśli śpimy w pokojach. Tutaj jesteśmy w szczerym lesie przez 21 dni. Nie da się z kimś wiecznie kłócić i obrażać na siebie. Bo jesz z nim, myjesz się, spędzasz czas, bawisz się i wykonujesz zadania. Musisz nauczyć się rozwiązywać konflikty. Nie ma zmiłuj. A to w życiu przydaje się ogromnie. 

Muszą rozwiązywać różne braki. Jesteśmy w lesie, nie ma prądu na byle co. Nie ma wielu rzeczy. Wodę sami grzejemy, wielu narzędzi i udogodnień brak. Przecież to jest OBÓZ, a nie wczasy. Tutaj mają się uczyć życia, a nie leżeć całymi dniami. Oczywiście czas mają tak zapełniony grami, podchodami, zabawami, że zostaje tylko czas na jedzenie. Ale mimo wszystko często pojawiają się trudności które budzą kreatywność. Jak obciąć drewno bez piły? Jak wyprasować koszulkę bez żelazka? Jak rozpalić ogień bez opalarki albo zapalniczki? Albo co gorsza bez płynnej rozpałki do grila 😀

Dla starszych, którzy to czytają brzmi to śmiesznie. Ale śmieszne to wcale nie jest. Bo zapomnieliśmy przekazać wiedzę oczywistą dla nas młodszemu pokoleniu. Tak często wydaje nam się coś tak prostego jak krojenie chleba oczywiste, że nie chce nam się o tym nawet mówić. Ale przecież Tobie też to ktoś pokazał. Problem w tym, że tym młodym obecnie nie mamy czasu tego pokazywać.

Powiedzmy sobie szczerze ilu rodziców ma czas by 2 razy w miesiąc na 2-3 dni pojechać z dziećmi na wycieczkę. W góry, morze, las? Ilu rodziców ma czas, by pokazać dzieciom jak zapalić samochód na popych? Jak rozpala się ognisko tylko 1 zapałką? W ogóle kto to umie? Jak się robi mieszankę paliwa do kosiarki, i dlaczego tak? Co to dwusuw, a co to czterosuw? Jak kosić trawę kosą, gdy skończy się paliwo w kosiarce?

Wiem, że to brzmi kosmicznie. Ale nawet nie chodzi o samą naukę, ale o czas. Czas którego tym dzieciom ciągle brak. Czas którego tak bardzo im oszczędzamy. Narzekamy, że dzieci ciągle siedzą na interenecie. Ale co mają innego robić? Czasy się zmieniły. Teraz zamiast iść pogadać z kolegami pod sklep albo na boisko, można gadać z nimi na facebooku.

Jesteśmy od setek lat zwierzętami leniwymi. Ciągle szukamy ułatwień i gdyby nie to w naszej naturze byśmy pewnie ciągle siedzieli w lesie i to bez ogniska, bo nikt by go nie odkrył, ani nie wymyślił jak go podtrzymać. Jest tyle oczywistości, które ciągle ułatwiamy by oszczędzić czas. Mówmy sobie szczerze postaw się na miekscu tych dzieci. Jakbyś 20 lat temu miał takie technologie to byś nie korzystał z facebooka? Nie gadałbyś z kolegami przez telefon zamiast drzeć się do nich z okna? Mama by Cie pewnie nadal wołała przez okno na obiad? Zamiast wyciągnąć telefon i zadzwonić?

Oczywiście, że nie. Używałbyś pewnie jeszcze więcej. Czasy się zmieniają. Problem tylko taki, że relacji i rozmowy niestety nadal nie da się zastąpić internetem i telefonem. Brakuje tam nadal tej fizyczności. Brakuje bodźców które by to podtrzymały. Obecna młodzież jest bardzo zagubiona. Nie mogą z tobą pogadać o miłości, pocałunkach czy nawet o pryszczu na dupie. Bo dla Ciebie to temat trywialnie śmieszny. Ale dla nich to coś mega ważne. To że Ty się całujesz z kimś i to bez problemu Ci przychodzi. To dla chłopca w wieku 11 lat to szczyt cielesności i już prawie robienie dzieci.

Każdy kiedyś z nas był delikatny i niewinny. Ale występuje jeden problem. Jeśli nie nauczą się tego od nas. To zaczną szukać inforamcji w interenecie. Pal licho, gdy te informacje będą dobre i treściwe. Gorzej gdy dziecko szuka odpowiedzi na pytanie:

„Czemu koleżanka mnie nie kocha”

Trafi na artykuł, w którym ktoś opisuje jak koleżanka w której się zakochał, sprzedaje swoje ciało za parę dżinsów. Gdzie opisuje, że miłość nie istnieje, a kochać to można tylko się za kase. I to dużo kasy. Gdy taki podatny umysł w tym wieku zacznie mieć mylne pojęcie. A przez brak wyjaśnienia zostanie mu to zakorzenione. To nic innego, ale wychowaliśmy inwalidę. Oczywiście Ciebie nie zapyta, bo albo go wyśmiejesz albo olejesz jego pytanie, bo nie masz czasu na pierdoły. Po za tym przeczytał sobie to w internecie i już nie potrzebuje się Ciebie pytać.

Ale na takim obozie zaczyna spotykać się z innymi dziećmi. Z rówieśnikami, a co ważniejsze ze starszymi. którzy wiele przygód mają już za sobą. Ci starsi też już coś dowiedzieli się od jeszcze starszych. I tak wiele teorii typu „od całowania można mieć dzieci” lega w gruzach. Nagle mamy inne odpowiedzi. Dziecko musi zacząć myśleć czy jego zdanie jest bardziej prawdziwe czy starszej koleżanki. Zaczyna szukać odpowiedzi. I rozumie, że jest więcej niż jedna poprawna odpowiedź.

I to moim zdaniem jest prze cudowne w obozach. Wiem, że znacząca większość, która to czyta nie ma dzieci. Ale dzieci są w okół Ciebie. Ciągle jesteś na jakiś imieninach, urodzinach. Rodzinnych spotkaniach. Wiele z tych pociech szuka kogoś starszego co powie jakiś sekret, który do tej pory był po za jego zasięgiem. Koledzy z klasy go nie znali, starsi ze szkoły też. Ale Ty wiesz coś czego on chciałby się dowiedzieć. Jeśli tylko jedna osoba z tych 6000 osób, które co miesiąc czyta mojego bloga zainspiruje się tym wpisem. I postara się znaleść drugie dno w naszej młodzieży będę zachwycony.

Mamy wspaniałych ludzi, którzy wchodzą w dorosłość, nawet nie zdajesz sobie sprawy jak głupie przytulenie, poklepanie po ramieniu, powiedzenie JESTEŚ SUPER! Daje kopa tym dzieciakom. Oni ciągle szukają w nas uznania, byśmy tylko dali urwać sobie kawałek czasu dla nich. Byśmy dali im tylko chwile uwagi. Tak wiele pytań krąży w nich bez odpowiedzi.

Na koniec opisze Ci coś co po prostu zmroziło mi krew w żyłach. Normalnie mnie zamurowało.

Jednym z zadań na obozie było uzbierać jak najwięcej śmieci. Dostaliśmy różne tereny jedni lepsi drudzy gorsi. Mam tu na myśli jedni dostali sprzątanie przy drodzę, gdzie jest masa śmieci jak wiemy, a inni sprzątanie jakiegoś terenu lasu. Mi się trafiło, że wraz z moim zastępem dostałem sprzątanie przy drodze. Ogólnie masa śmieci, puszki, worki pełne butelek normalnie kosmos uzbieraliśmy z 4 worki pełne takie 200l. Kosmos. Podczas gdy zastęp dziewczynek dostał sprzątanie lasu. Po takim samym czasie jak my, wróciły one z raptem małym workiem 60l śmieci.

Oczywiście jak to zawsze ego rywalizacji urosło ponad zasady fair play. I tak się wydarzyło. Jedna z dziewczynek tak po ciuchu do reszty zaczęła mówić że oszukujemy. Szybko to wyłapałem, bo widziałem, że zagaduje do wszystkich a jakoś nie ma za wiele do mnie do powiedzenia. Wszyscy którzy z nią gadali nagle mówili, że oszukiwaliśmy.

Żeby szybko uciąć całe spekulacje zawołałem ją do siebie. Stanęliśmy w takim kręgu 20 dzieci i ja. I zacząłem rozmawiać:

– Gosia powiedz mi na jakiej podstawie sądzisz, że oszukiwaliśmy? – spokojnie zapytałem

– Ja tak nie mówiłam, macie po prostu najwięcej śmieci ze wszystkich i wygraliście – odpowiedziała zdenerwowana

Nie spodziewała się, że wyciągnę ją tam przed tablicę.

Zacząłem więc wyciągać śmieci z worków i pokazywać.
– Popatrz ta podeszwa od buta sam ją tutaj wrzuciłem taką z zzieleniałą? A może to koło od rowera tutaj wrzuciłem zardzewiałe? Pewnie te butelki po frugo szklane, których już od chyba 5 lat nie produkują tutaj wrzuciłem tylko po to by wygrać?

Zaczęły jej napływać łzy do oczu. Nie chciałem jej zrobić na złość tylko pokazać co jej bez podstawna opinia może zrobić.

– Popatrz Gosiu, nie miałaś pojęcia co jest w workach, nie wiedziałaś jaki mieliśmy teren, ani z nami tam nie byłaś. A mimo to powiedziałaś całemu obozowi że oszukiwaliśmy. Dzięki Tobie wszyscy myślą, że chcieliśmy wygrać za wszelką cene. Widzisz, że twoje słowa rzucone na wiatr spowodowały nie miła atmosfere wśród wszystkich którzy się bawili?

– Tak… – łzy już poważnie leciały po policzku.

Ogólnie tak się skończyło, że nikt nie dostał nagrody. Bo wszyscy zaczęli mówić że oszukiwaliśmy i komendantka nie chciała komuś narobić przykrości.

I cała ta historia miała dla mnie ogromny finał. Coś co zostanie w mojej pamięci do końca życia. Wieczorem po tej akcji mieliśmy ognisko. Na koniec ogniska harcerze mają puszczanie iskierki. To takie bardzo ważne pożegnanie dnia, podczas gdy stoimy w kręgu i przekazujemy sobie uścisk. W którym jest pełnia miłości, podziękować i wdzięczności dla innych osób w kręgu. To bardzo podniosły moment, gdy stoimy w całkowitej ciszy.

Zaraz po tym pożegnaniu dnia podchodzi do mnie Gosia łapie mnie za rękaw bluzy i mówi:

-Druhu mogę druha prosić na bok. – wyszeptała

-Pewnie nie ma problemu. – powiedziałem z uśmiechem

-Dlaczego druh jest taki miły dla mnie po tym wszystkim?

Nie ukrywam miło mi nie było jak 70 osób stwierdziło, że ja i mój zastęp jesteśmy oszustami a bardzo chcieliśmy wygrać.

– Wiesz różnicą jest gdy ktoś mówi szczerze co się dzieje i tłumaczy. A gdy ktoś chce zrobić zwyczajnie na złość. W naszej naturze jest, że chcemy zazwyczaj wygrywać. Dziś mieliśmy już iskierkę. Wszystko zostało wybaczone. Nie jestem tutaj po to by Ci ukarać. Tylko pokazać, jak wiele możesz zmienić kilkoma słowami.

– Bo ja chciałam druha ogromnie przeprosić. Wszystko przeze mnie sie zepsuło, druh nie wygrał, a mi to nie przyniosło żadnej różnicy. Bardzo druha przepraszam zachowałam się beznadziejnie. – wyszeptała na ucho w szlochach

Rozpłakałem się.

Ciężko to opisać słowami. Ale poczułem taki błogi spokój, coś tak wyjątkowego jakby cały świat się zatrzymał. Głupia sprawa. Do dziś mam ciarki jak o tym myśle. To było coś cudownego. Coś tak dla mnie wzniosłego, że nawet jak by mnie papież przywitał w Watykanie to było by to znacznie słabsze doznanie. Poczułem, że dziś z „dziewczynki” zrodziła się kobieta. Poczułem, jak kilka godzin temu to samo dziecko miało by w dupie moją opinie a tym bardziej przepraszanie za swój błąd. Przecież tak wiele sie mówi, że młodzież obecnie nie umie przepraszać. Przecież tak się głośno mówi że: dziekuje, przepraszam i dzień dobry to nie istnieje w słowniku dzieci.

To było dla mnie coś tak wielkiego, że nie mogę tego porównać z niczym innym. Rok temu pisałem Ci o historii pewnej dziewczynki na obozie. W tym roku dla mnie tak wielka była Gosia.

Ale to nie był koniec historii.

– Bardzo Ci dziękuje, że przyszłaś mnie przeprosić! To dla mnie ogromnie ważny moment. – i tak ryczeliśmy sobie w rękawy jeszcze przez 10 minut.

Później mieliśmy ostre tańce na majdanie. Na których Gosia sobie źle stanęła. Po ciszy nocnej koleżanki z jej namiotu mnie zawołały, że jest problem. Ból nie przechodzi i jest źle. Wszedłem do namiotu i zabrałem ją na ręce by zanieść ją do piguły(obozowy lekarz).

Patrze na Gosie. Ona znowu zaczyna płakać. Pytam się co się stało:
– Druhu przecież ja zrobiłam dziś tyle złego dla druha i druh miał tyle nie miłych rzeczy przeze mnie. A mimo to druh niesie mnie na rękach taki kawał drogi po nocy tylko dlatego, że coś mi się w noge stało.

– Słońce! Czas mija, urazy nie można żywić. Przeprosiłaś i dla mnie tamta chwila już nie ma znaczenia. Ja już o tym zapomniałem i tego nie pamiętam. Przypominam Ci, jestem na tym obozie by Cie pilnować, dbać i leczyć. Jestem wychowawcą a nie oprawcą. Mam Cie uczyć życia a nie zrażać do niego. Życie jest prze pieknę, trzeba tylko umieć szukać tych plusów. 

I znowu nastąpił ten moment gdzie nie trzeba było słów. Czułem, że w niej zachodzi takie ogromne nie zrozumienie. Dlaczego można pomagać komuś kto robi Ci krzywdę? Ale halo?! Tak robią harcerze i ludzie. Tak robią Ci którym zależy na innych. Ludzie którzy kochają sie i nie chodzi tu o miłość jak mąż i żona. Chodzi mi o miłość do drugiego człowieka gdzie kochasz go za to że po prostu jest. Gdy widzisz jak wzrasta. Na zakończenie wrzucam Ci coś co napisałem z głębi serca pewnej nocy na obozie. Nocy gdy pierwszy raz w życiu widziałem spadające gwiazdy. To było coś cudownego.

„Ostanie 24 dni byłem wolontariuszem i pilnowałem ZA DARMO (tak nikt tego nie może pojąć jak to, dlaczego, i po co- a bo tak lubię.) W lesie, śpiąc w namiotach, w śpiworach, bez klimy, bez kabin z prysznicami, bez czajnika. Ale za to z ogniskami, świetnymi dziećmi, wspaniałymi opiekunami, śpiewając, tańcząc, bawiąc się i ucząc.

Widziałem jak w gwieździstą noc 19 nowych mych braci z harcerstwa składa przyrzeczenie. I jak stają się małymi, ale wielkimi bohaterami. Widziałem spadające gwiazdy, zwiedzałem planetarium, Malbork, i tysiące innych pięknych miejsc. Z dala od miejskich świateł, prądu, aglomeracji i ze sklepem 3 km dalej do którego chodziłem z buta.

Wiem, że wiele mnie ominęło. Trump, sprawy sądownictwa w Polsce, 3 mld nadwyżki finansowej pierwszej od wielu lat. Nie zależnie od partii którą się lubi to najlepszy wynik finansowy od lat. Nie będę bawił się w szczegóły. Jedną rzecz mi się udało zrobić która jest bardziej na czasie. Czyli widziałem Księżną Kate i jej piękny pierścionek. Która w szybie machała do wiwatujących harcerzy.

Przez te ponad 20 dni widziałem jak z rozrabiaków chłopcy zostają mężczyznami. Dziewczynki, kobietami które myślą bardziej o innych niż o sobie. Dla których ważniejsze jest by pomóc młodszej harcerce niż przeglądanie się w lusterku. Widziałem dziewczyny które wstydzą się pierwszego dnia być bez makijażu, po to by zostawić go całkowicie na poczet dobrej zabawy i bycia tak po prostu – sobą. Widziałem jak dzieci nie potrafią odpalić zapałki, po to by 20 dni później umieć rozpalić profesjonalną watrę.

Widziałem opiekunów, i młodszą kadrę która z każdym dniem była o krok przed złem które mogło się wydarzyć dzieciom podczas wypoczynku. Widziałem też osoby które przez te kilkanaście dni znalazły Boga (Chwała Panu za to!). Widziałem jak ludzie, którzy nienawidzili Boga, przez kilka zdań a może kilka słów rozumieją, że szukają go gdy On cały czas jest obok. Zamiast zamykać przed nim drzwi lub gasić jego światło. Rozumieją że światło trzeba stawiać wysoko by oświetlało, a drzwi otwierać by dobro mogło przyjść.

Widziałem „Laleczki” które przyjechały z „miasta” i poznając życie w lesie, w prostych warunkach. Rozumieją co na prawdę jest warte a co można zostawić by wreszcie być sobą. Widziałem ”Laleczki” które częściej niż miłych słów, używały lusterka. I częściej niż pomagać innym chciały tylko błyszczeć i być ciągle w centrum uwagi. A które po kilku dniach zamiast ciągle świecić sobą, oświetlały innych i wyciągały ich z mroku.

Widziałem chłopców którzy umieli używać noża tylko do niszczenia. Po to by kilkanaście dni później tym samym nożem budować dobre rzeczy. Widziałem też takich dla których ważniejsze było zrobienie komuś coś złego, zamiast pomóc innym. By później tylko pomagać innym i zapomnieć co to robienie złego.

A to wszystko było oprawione wartami nocnymi, przyjacielskimi przytulasami które dają więcej siły i miłości do bliźniego niż tysiące słów, czy „zwykłego” poklepania po ramieniu i powiedzenie:
– Jesteś super!

Gdy nad nami o 3 w nocy leżąc, na już mokrej trawie, spadały gwiazdy.
Gdy wartość słów zmniejsza się na korzyść bycia zwyczajnie razem.
Gdy słowa przestają mieć rację bytu bo wspólne patrzenie w dal zastępuje całą komunikację.
Gdy dobro dla innych jest ważniejsze od własnej wygody.

A słowa:

„Mam szczerą wolę całym życiem pełnić służbę Bogu i Polsce,
nieść chętną pomoc bliźnim i być posłusznym prawu harcerskiemu.”

Wymawiane przez dzieci na których mundur po starszym bracie jeszcze długo będzie niedopasowany. Ale słowa te uderzają w serce niczym dzwon. I sprawiają gęsią skórkę na wiele chwil. Gdy w oczach zbierają się łzy pożegnania. I wiedzą, że wszystko ma swój czas. I gdy słowa tej piosenki:

Nie oglądaj się za siebie, kiedy wstaje brzask-
Ruszaj dalej w świat, NIE ZATRZYMUJ SIĘ.
Sam wybierasz SWOJĄ drogę z wiatrem czy pod wiatr-
Znasz tu każdy szlak, PRZESTRZEŃ woła Cię.

REF:
Przecież wiesz, że dla Ciebie każdy nowy dzień.
Przecież wiesz, że dla Ciebie chłodny lasu cień.
Przecież wiesz, jak upalna bywa letnia noc.
Przecież wiesz, że wędrowca los- to jest Twój los.

Lśni w oddali toń jeziora, słyszysz ptaków krzyk-
Tu odpoczniesz dziś i nabierzesz sił.
Ale jutro znów wyruszysz na swój stary szlak,
Będziesz dalej szedł, tam gdzie pędzi wiatr.


Dają więcej do myślenia niż szkolenia po kilkanaście tysięcy złotych. Gdy czujesz, że te chwile zapisują się niewidzialnym długopisem na twym sercu. Gdy wiesz, że za tych ludzi i z tymi ludźmi – możesz wszystko. Wiesz, że choć może nie jesteś najmilszy, najfajniejszy i najlepszy we wszystkim. Oni kochają w Tobie choć 1 rzecz która dla nich przysłania resztę tych gorszych.

Wiesz, że może to być ostani wschód, albo zachód. Nie znasz dnia i godziny. Wiesz, że niektórzy nigdy już tu nie wrócą. A niektórym nie będzie dane dożyć następnego obozu. Każda sekunda, każdy oddech brany głęboko w płuca zostaje gdzieś zapisany. Gdzieś schowany do szuflady w twoim sercu. Na której jest napisz: „Wspaniałe chwile”. Zapominasz o problemach, pieniądzach, smutkach, krzywdach i wszystkim co złego ludzie Ci robią lub mówią o Tobie. Po prostu chcesz być tu i teraz. Patrzyć na te kołyszące drzewa i fale które ciągle kradną Ci plażę. Widzisz, że ktoś na górze stworzył dla Ciebie tą chwile i ten czas. Wdzięczności która jest teraz tak ogromna pcha w twe oczy łzy podziękowania i wzruszenia. Dziękujesz za każdą z tych 86 400 sekund które upływają. Żadna się nie wróci, licznik nigdy się nie cofa. Ale puszczasz je i zostawiasz z radością w tym miejscu.

A to wszystko tylko kosztem snu przez 3-4 godziny dziennie, pilnowania 25/7 dzieci by włos im z głowy nie spadł. Przez ponad 20 dni. Wiesz, że jesteś już na granicy zmęczenia po którym jak zaśniesz to będziesz spał przez 24 godziny i nikt Cie nie dobudzi. Dajesz za darmo to co masz najcenniejsze, czyli swój czas. Po to by zbudować to co najdroższe, czyli wspaniałe wartości w pokoleniu które będzie budowało gdy Ty już odejdziesz. Wiesz, że dzieci na które patrzysz od teraz już nie będą przechodziły obojętnie obok zła, krzywdy i potrzebujących pomocy. Wiesz, że kiedyś osiągną coś wielkiego. Patrzysz na 80 dzieci i wiesz, że któryś z nich kiedyś odkryje coś wielkiego, zostanie znanym sportowcem, zostanie znanym aktorem. Może odkryje coś co zmieni losy świata. Może dzięki niemu kolejnym pokoleniom będzie żyło się bezpieczniej i łatwiej. Może któreś z tych dzieci zostanie prezydentem…

Ale mimo wszystko zostanie – dobrym człowiekiem.

Jantar, 16 lipca 2017. Obóz Hufca ZHP Wieliczka w Jantarze. Godzina 3:47.”

Kolejny raz pojechałem na zwykły harcerski obóz. Pracować po 20 godzin dziennie. A okazało się, że to był obóz mojego wzrostu i rozwoju. Znalazłem tam więcej dla siebie niż w setkach książek, które przeczytałem przez cały rok. Było tam więcej dobrego niż złego. Oczywiście dzieci dawały po dupie, ale przecież gdzieś muszą. Praca wolontariusza jest ciężka. Rzadko doceniana. A po 21 dniach w lesie uważam, że rodziców należy uczyć, a nie dzieci. Bo dają wiecej po dupie jak ich pociechy!

Dzieci zachowują się lepiej niż dorośli. A dorośli mówią, że jest odwrotnie.

Więc dawajmy młodym wszystko co najlepsze, pomagajmy im znaleźć odpowiedzi ale nie dawajmy im ich na tacy. Budźmy kreatywność i pomysłowość. Wysyłajmy ich do dziadków i na obozy gdzie będą mogli współzawodniczyć i rozmawiać z rówieśnikami. Dawajmy im to co najlepsze a to oni zbudują ten świat na lesze!

Jeśli masz kogoś kto ma dzieci, lub czujesz że warto się tym podzielić z innymi to bardzo prosze! Będe zachwycony gdy pójdzie to w świat!

Czyńmy dobrze, a dobrze czynione nam będzie!

Jakub Żak


Jakub jest trenerem, przedsiębiorcą i motywatorem. Zawodowo zajmuje się pomaganiem ludziom w osiąganiu celów, których w ogóle nie brali na poważnie przed poznaniem go. Każdego dnia odbiera podziękowania od osób, które udało mu się wesprzeć w drodze do celu.

Newsletter

Zostaw swój mail i dołącz do osób, które codziennie otrzymują ode mnie porcję motywacji!

 Twoje dane sa bezpieczne

Poradnik jak wyznaczać cele – Jak zacząć Nowy Rok?

Czytaj więcej

Zabezpieczony: [PREZENT] 3 Techniki- Natychmiastowy zastrzyk energii!

Czytaj więcej

Czas na emeryturę!

Czytaj więcej